Z Chadem to jest tak, że musiałam go polubić. Nie było innej opcji, bo jak się pojawił to nie chce odejść. Taki przyjaciel na siłę. Nikt go nie lubi, nikt go nie chce znać, więc przyplątuje się tu czy tam i męczy człowieka. Niestety musiało trafić na mnie. Przez spory kawałek czasu wszystko jest w porządku. Zdarza się nawet, że się śmieję, albo popadam w niewyjaśnioną euforię i myślę, że mogę wszystko. Cudowne uczucie, które zaraz potem zostaje zastąpione przez "moje drugie ja", czyli spadam na dno, uważam, że do niczego się nie nadaję i po co będę próbować, skoro i tak nic z tego nie będzie. A potem ryczę, jak małe dziecko. Ryczę i ryczę. Wszystko jest nie tak. Wszystko jest źle. Nawet piątki w indeksie mnie nie cieszą. Słowem - porażka.
Czuj to, człowieku.
Podałabym Ci jakiś przykład, ale w sumie po co? I tak nie wczujesz się w umysł chorego. Zresztą, ciężko określić czy Chad serio ze mną jest czy jest to może tylko ChD, bo wcale nie ma afektywności i nigdy nie było manii. Może, w sumie nikt nic nie wie, psycholog ma mnie w dupie, rodzina nie ma o niczym pojęcia. Pozostają mi dwa wyjścia - albo dalej wpychać w siebie tabletki, które przepisał mi psychiatra i w miarę normalnie funkcjonować... albo udawać (tak, jak to robię teraz), że wszystko jest w porządku, nigdy nic złego się nie wydarzyło i ogólnie to jestem normalnym człowiekiem. W sumie to chyba mi to całkiem nieźle wychodzi, wiecie?
Tak myślę, przynajmniej. Bo ciągle słyszę "Magda, jaka ty jesteś silna!"
No, zajebiście silna. Idzie mi dobrze, udawanie. Rano wstaję i robię wszystko to, co powinnam. Sprzątam, wychodzę z psem, próbuję się uczyć. Dużo piszę, dużo oglądam telewizji. Maluję, gotuję, rysuję, udaję, że jest fajnie. Robię wszystko, by nikt nie zauważył, że jest źle. To nawet nie jest takie trudne, bo ludzie nie lubią widzieć, że komuś jest źle. Odwracają wzrok, gdy widzą nieszczęście. Nie przejmują się nikim innym, tylko sobą. Ja w sumie też często taka właśnie jestem. Obojętna. Chociaż częściej po prostu próbuję udawać, że nie przejmuję się nikim i niczym. Chociaż... Potem nie patrzę na siebie, bo inni są ważniejsi.
Ale właśnie ci inni mają mnie w dupie. Zwykle. Na urodziny nie dostaję kartek, prezentów, często nawet życzeń. Jeśli postaram się o porządny prezent typu handmade - nie, nie mam co liczyć na to, że ktoś inny odwdzięczy mi się właśnie tym samym. To już dawno minęło. Odwdzięczanie się. To smutne. Jak cała ta rzeczywistość.
Poczuj to, że wszystko jest źle.